RSS Feed

Author Archive

  1. Wiejski stół

    Marzec 24, 2014 by Starych Mebli Czar

    Moja niedzielne wyjścia z domu tradycyjnie kończą się już jakimś nieplanowanym znaleziskiem…:) Po wczorajszym spacerze stałam się bogatsza o niewielkich rozmiarów wiejski stół:)

    Mebel pochodzi z okresu międzywojennego i zrobiony został z drewna dębowego (blat, carga i szuflada) oraz drewna brzozowego (nogi). Z uwagi na swoją konstrukcję tego typu wiejskie stoły określane są stołami oskrzyniowymi – cztery nogi (proste lub toczone) połączone są cargą, czyli ramą z desek (oskrzynią) na której położony jest główny blat. Czasem nogi na dole łączył jeszcze  krzyżak, który wzmacniały szkielet. W oskrzyni stołu, tak jak w moim egzemplarzu, często umieszczona była jedna lub dwie szuflady. Dawniej tego typu stołu, będące na obowiązkowym wyposażeniu wiejskiej chałupy, pełniły funkcję domowego ołtarza przy którym spożywano tylko najbardziej uroczyste posiłki.

    Mój nowy stół zachowany w oryginalnym stanie jest obecnie brudny i dość podniszczony, ale konstrukcja jego jest stabilna i nieuszkodzona nigdzie przez drewnojady, a to w przypadku tego typu sprzętów jest najważniejsze (zwłaszcza toczone nogi lubią być pęknięte, kupując więc tego typu mebel warto właśnie na nie zwrócić szczególną uwagę). Stół w swej klasycznej prostocie (do tego z szufladką) idealnie może służyć jako stolik-biurko.

    Plan odnośnie jego renowacji mam już z góry zaplanowany – połączę technikę malowania&woskowania z politurowaniem;) Toczone brzozowe nogi i oskrzynia będą białe a blat zrobiony z litej dębowej dechy pozostanie w naturalnym, szlachetnym miodowym kolorze:) Czas więc do pracy!

    IMG_8123-001 IMG_8122 IMG_8121 IMG_8124 IMG_8119 IMG_8117


  2. MEBLE NEORENESANSOWE epoki kajzerowskiej 1871-1914

    Marzec 17, 2014 by Starych Mebli Czar

    Wydanie nienowe, ale jak dla mnie do tej pory niezastąpione jeśli chodzi o meble neorenesansowych, czyli tzw. popularne u nas ‚eklektyki’. Książka obszernie i ciekawie przedstawia historię tego niemieckiego stylu z końca XIXw. oraz charakterystycznych dla okresu sprzętów. Bardzo dużo zdjęć oraz opisów przeznaczenia i konstrukcji samych mebli – bufetów, kredensów, bibliotek, biurek, niciaków (tak modnych właśnie w tym czasie), zegarów i innych dodatków. Jednym słowem porządne kompendium wiedzy. Mebli eklektycznych jest na naszym rynku wciąż sporo, warto więc sięgnąć po książkę i zapoznać się bliżej z tematem, zwłaszcza, że znajdziemy w niej także porządną dawkę porad odnośnie ich zakupu i oceny.

    „MEBLE NEORENESANSOWE epoki kajzerowskiej 1871-1914″

    aut. Rainer Haaff (przełożył Jan Łoziński)

    Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2005

    IMG_8054IMG_8055IMG_8056 IMG_8052-001


  3. Warsztaty Renowacji Mebli (marzec)

    Marzec 12, 2014 by Starych Mebli Czar

    Kolejne weekendowe Warsztaty Renowacji Mebli za nami:-)
    Przez dwa dni (jak to określili Uczniowie baaardzo intensywne:) poznaliśmy tajniki czyszczenia drewna, zmiany jego naturalnego koloru, czyli bejcowania, woskowania, bielenia, olejowania i politurowania, łącznie w zacieraniem porów i polerowaniem na wysoki połysk! Przestrzeń w Pracowni klasycznie zdominowały krzesła, które choć niewielkie w swojej formie, to jednak są dość trudne do odnowienia. Gruntowną renowację przeszła też n
    iemałych gabarytów art-decowska toaletka, która misternie czyszczona na lutowych zajęciach teraz była wykańczana i zyskała świeżą, bardzo ładnie położoną politurę. Wszyscy spisali się na medal a wiekowe meble z brzydkich kaczątek zmieniły się na nowo w pełni użyteczne stylowe sprzęty!

    W nadchodzący weekend działamy dalej:) Zapowiada się, że tym razem prym będą wiodły stoliki!

    warsztaty-003warsztaty1-002 warsztaty3-002 warsztaty4-002 warsztaty2-002

     


  4. Wełna stalowa

    Marzec 6, 2014 by Starych Mebli Czar

    Wełna stalowa (poplątane, cienkie ‚nitki’) to jeden z niezbędnych materiałów wykorzystywany przy renowacji mebli. Jest elastyczna i nie zapycha się tak szybko jak papier ścierny, przez co doskonale sprawdza się przy czyszczeniu i polerowaniu drewna. Występuje w różnej gradacji:

    • numer od 1 do 5 – bardzo gruba i sztywna, służąca do bardzo mocnego czyszczenia powierzchni drewnianych (nr 5 najostrzejsza, najbardziej agresywnie ścierająca),
    • numer: 0, 00, 000, 0000 – delikatna i miękka, służąca do łagodnego czyszczenia i polerowania drewna oraz elementów metalowych.

    W zależności od etapu naszych prac posługujemy się różną grubością wełny. Na początku prac (tak jak papier ścierny) możne nam pomóc usunąć brud z powierzchni, zwłaszcza gdy drewno będziemy czyścić metodą chemiczną, przy pomocy zmywacza starych powłok, wtedy z pewnością będzie ona niezbędna (meble grubo zalane lakierem czy farbą). Nie polecam jednak stosowania wysokich numerów tj. od 2 wzwyż, są one bowiem zbyt ostre i mogą mocno uszkodzić i nieodwracalnie porysować powierzchnie starego drewna.

    Generalnie samo oznaczenie jest i tak zależne od producenta, spotykam bowiem zarówno wełnę zerową ’0′, która jest idealna do czyszczenia pierwszych warstw z wykorzystaniem zmywacza, jak i taką, która jest zdecydowanie cieńsza i delikatniejsza, przez co będzie za słaba, by oczyścić powierzchnię. Należy więc, w zależności do czego nam będzie potrzebna, zawsze samemu sprawdzić gradację stalowych włókien i nie sugerować się w 100% oznaczeniami producenta.
    Watę stalową można kupić w sklepach dla konserwatorów (zarówno tych stacjonarnych, jak i internetowych), jak i w większych marketach budowlanych. Sprzedawana jest w rolkach.

    Oprócz czyszczenia powierzchni drewnianych, wełna stalowa bardzo dobrze czyści wszelkie elementy metalowe typu zamki, zawiasy, okucia, wykonane najczęściej z  mosiądzu, miedzi, cyny czy aluminium. Jest też niezastąpiona przy oczyszczaniu szyb i luster, zwłaszcza fazowanych/szlifowanych (odradzam jednak używanie zwykłych zmywaków, które łatwo mogą taflę porysować). Wełna stalowa wg mnie jest o tyle lepsza od wszelkich płynów czy mleczek, bo pozostawia na metalu odrobinę wiekowej i szlachetnej patyny, przez co element nie jest idealnie ‚nowy’. Przy tego typu pracach używam najczęściej nr 000 i 0000. Dla przykładu – mosiężna ramka drzwiczek orzechowego zegara, który właśnie odnawiam. Przy pomocy b.drobnej wełny, która nie porysuje metalu, udało mi się usunąć grubą, brzydką warstwę brudu, bez konieczności czyszczenia mosiądzu specjalistycznymi płynami. Efekt w sam raz :)

    IMG_7719-001IMG_7721-001IMG_7725IMG_7727IMG_7730IMG_7724IMG_7732IMG_7731IMG_7734IMG_7738IMG_7743IMG_7744IMG_7748IMG_8746


  5. Zegar szwarcwaldzki Phillip Haas & Söhne

    Luty 21, 2014 by Starych Mebli Czar

    Styczniowy niedzielny spacer po opustoszałym, mroźnym i mocno zaśnieżonym Kole (&okolicach:) mimo mało przyjemnej aury zdecydowanie należał do udanych:) Kupiłam bowiem za bardzo okazyjną cenę wiekowy ścienny zegar, którego w domowych wnętrzach właśnie mi brakowało. Nieplanowane zakupy są zazwyczaj najprzyjemniejsze i trafione w dziesiątkę, tak też i było w tym przypadku. Zegar od razu wpadł mi oko. Lubię oryginalnie zachowane meble i przedmioty, które przez lata nieruszane i w żaden sposób nieodnawiane dopiero przede mną odsłaniają na nowo swój czar. Ten okaz właśnie na taki wyglądał:) Biała, metalowa tarcza z rzymskim cyframi kontrastująca z ‚ciepłem’ drewna bardzo mi się spodobała. Dwa otwory widoczne na cyferblacie, w które wkłada się klucz do nakręcania (niestety brakujący), świadczyły, że mechanizm w środku jest nie tylko samym chodzikiem, ale też wybija godziny i półgodziny*. Do tego stara ‚brązowa’ skrzynka, która dawała nadzieję, że pod brudną warstwą kryje się jakieś szlachetne drewno. Oryginalności zegarowi dodawała jeszcze fragmentarycznie zachowana na plecach papierowa etykieta z nazwą producenta (niestety część deseczki została wymieniona stąd tylko połowa napisów) oraz kompletnie nie znana mi, tajemnicza sygnatura na cyferblacie przedstawiająca pędzącego zająca i inicjały PHS powtórzona już z numerem seryjnym też na mechanizmie. Nie był to z pewnością znany i popularny niemiecki Gustav Becker ani jego rodzimy konkurent Junghans, które spotykam i widuję dość często. Ta niewiedza podkręcała moją ciekawość jeszcze bardziej, długo się więc nie zastanawiałam nad kupnem ‚nowego’ sprzętu (zwłaszcza, że coraz mocniej sypiący śnieg dawał się we znaki;). Szybka transakcja i zegar trafił w moje ręce.

    SONY DSCSONY DSCSONY DSCPierwsze co udało mi się ustalić, to potoczna nazwa tego typu zegarów. Z racji swojego niemieckiego pochodzenia, a dokładniej regionu produkcji samych mechanizmów (Szwarcwald), określa się je mianem zegarów szwarcwaldzkich. Zdecydowanie dłużej trwało zanim udało mi się przeczytać nazwę producenta z dość mocno zniszczonej, pobrudzonej papierowej etykiety i tym samym rozszyfrować sygnaturę na cyferblacie. PHS, czyli Spółka „Phillip Haas & Söhne” – założona ok 1825 r. w szwarcwaldzkim St.Georgen, produkowała wszelkiego rodzaju zegary (ale także tkaniny, dywany i meble) i eksportowała je głównie do Stanów Zjednoczonych i Anglii. Logo firmy przedstawiające pędzącego zająca, jak podaje Wikipedia, zostało pierwszy raz zarejestrowane w 1883 rok i miało zapewne kojarzyć się z nazwiskiem właścicieli Haas (po niemiecku ‚hase’ to zając). Firma zbankrutowała ok 1925 roku w czasie Wielkiego Kryzysu w Niemczech.

    IMG_6865IMG_6866IMG_6870IMG_6872Okazało się, że informacji o pochodzeniu mechanizmu jest w sieci niewiele, praktycznie poza krótkimi notkami o firmie, nic więcej nie udało mi się wytropić. Jedyny podobny zegar, też sygnowany Phillip Haas & Söhne, zbliżony kształtem skrzynki, znalazłam na stronie jednego z kijowskich antykwariatów. Nie był to identyczny model, różnił się od mojego przede wszystkim cyferblatem i drewnem, z którego zrobiono skrzynkę, był wg mnie bardziej ‚nowoczesny’, zdecydowanie już bardziej w stylistyce z początku XX wieku. Mój egzemplarz, sądząc po historii firmy, wypadałoby więc datować na II połowę XIXw., dokładniej lata 1880-1890:) Kupiony za przysłowiową złotówkę, okazał się, przynajmniej jak dla mnie, prawdziwą perełką.

    Przy odrobinie pracy brudny i podniszczony zegar, który przeszło 120 lat temu pierwszy raz trafił w ręce swojego właściciela (kupiony czy podarowany w prezencie?) i odmierzał mu czas w jego dziewiętnastowiecznych wnętrzach, za chwilę będzie ozdabiał moje współczesne ‚ściany’ i służył zupełnie nowemu pokoleniu:-) Mogę sobie tylko wyobrażać gdzie przez lata ‚bywał’ , jak przetrwał czasy wojenne i kto się nim opiekował… Jak każdy wiekowy sprzęt jest niemym świadkiem historii i z pewnością kryje w sobie niezliczone tajemnice:)

    5-lut-2014IMG_6854

    Najważniejsze teraz jednak to uruchomić sam mechanizm tak by zaprezentował mi swoje chodzenie i bicie (tu wszystko w rękach zaprzyjaźnionego pana zegarmistrza;) oraz odnowić szlachetnie prezentujące się drewno orzechowe, z którego zrobiono skrzynkę i odświeżyć mocno pośniedziałe mosiężne elementy uzupełniające całą konstrukcję zegara.

    * jeśli w tarczy zegara jest jeden otwór, zazwyczaj na środku pod łączeniem się wskazówek, to zegar jest tzw, chodzikiem, czyli nie wydaje żadnego bicia; jeśli w tarczy będą dwa otwory – z lewej i prawej strony mocowania wskazówek, to zegar będzie wybijał godziny i półgodziny (patrząc na tarczę lewy otwór służy do nakręcania bicia, prawy otwór do nakręcania samego ‚chodzenia’ mechanizmu); w przypadku trzech otworów na tarczy – zegar będzie z mechanizmem kwadransowym, tj. wygra melodię (co 15 minut dłuższy jej fragment i o pełnej godzinie już całą melodię) i wybije półgodziny (jedno uderzenie) oraz pełną godzinę.