Instagram RSS Feed

Nowe życie starych maszyn do szycia

28 czerwca, 2018 by Aneta

O maszynach do szycia pisałam już parę lat temu, pokazując jak mogą być wykorzystane ich żeliwne podstawy, których swojego czasu na bazarach czy giełdach staroci (a nawet i złomowiskach) można było spotkać niezliczone ilości. Wyprodukowane w milionach egzemplarzy – Singer, Pfaff, Kiwajko, Frigga, Urania, Gritzner, Naumann… przedwojennych marek i producentów jest całe mnóstwo.

Kiedy zachowana jest cała maszyna – od nóg, po drewniany blat (często mocno rozbudowany, z wieloma szufladkami i ozdobnymi intarsjami), dekoracyjny mechanizm (tzw. główkę) i drewnianą półokrągłą przykrywkę (choć ta wbrew pozorom najczęściej pierwsza ginęła) – to taki egzemplarz zdecydowanie warto utrzymać w oryginalnym stanie, bez zmieniania czy zdekompletowania na części. Bo choć maszyn na rynku antykwarycznym jest wciąż dość duży wybór (wyprodukowanych na masową skalę od końca XIXw. w milionach egzemplarzy), to tych faktycznie oryginalnie zachowanych, bez przeróbek czy współczesnych aranżacji, jest już coraz mniej.

Maszyny, które do mnie trafiają do odnowienia to przede wszystkim pamiątki rodzinne, które często odziedziczone czy znalezione w babcinym domu, chcemy teraz odratować. Niestety, z racji swojego wieku, mało przydatnej z czasem funkcji, a przede wszystkim przez to jak były przechowywane, maszyny takie są zazwyczaj mocno podniszczone, zwłaszcza jeśli chodzi o ich drewniane elementy. Przez lata bowiem nieużywane i zapomniane lądowały gdzieś w domowych zakamarkach, piwnicach, strychach czy szopach, gdzie ulegały poważnym uszkodzeniom. Rozwarstwiony przez wilgoć czy zalanie drewniany blat, porozsychany i poniszczony fornir z licznymi ubytkami i śladami po tłustych plamach, naruszona przez drewnojady konstrukcja, pogubione czy połamane szufladki, pościerane złote napisy i aplikacje na główce maszyny, zerwany rzemień, pordzewiałe żeliwne nogi… to najczęstsze, zauważalne dla oka, uszkodzenia. Choć renowacja takiej maszyny nie należy do najprostszych, bo zakres prac bywa bardzo duży, przez co są one czasochłonne i pracochłonne, to jak najbardziej możemy próbować ją reanimować. Jeśli czujemy się na siłach, możemy zająć się nią sami lub zlecić jej odnowienie w której z doświadczonych pracowni renowacji mebli. Dodatkowo możemy też przeprowadzić konserwację samego mechanizmu w specjalistycznym punkcie naprawy&konserwacji tego typu sprzętów (np przy Targowej 67 w Warszawie), by maszyna oprócz poprawy wizualnego wyglądu, była też sprawna mechanicznie.

Przeprowadzając renowacje podstawie i drewnianym elementom możemy zapewnić takiej wiekowej maszynie drugą młodość, dzięki czemu będzie stanowić we wnętrzu piękny i oryginalny element dekoracyjny, a przede wszystkim zachowaną, cenną dla wielu, rodzinną pamiątkę. I nawet jeśli stan niektórych wydaje Nam się być beznadziejny i maszyna nie rokuje, że może jeszcze cieszyć oko, to warto spróbować ją ratować.  Maszyna nie musi być doskonała, nie musi być wymuskana co do kawałeczka, z nowymi złotymi aplikacjami na główce czy idealnie odtworzonym drewnem bez śladów poprzedniego użytkowania. Bo w renowacji takiego sprzętu nie chodzi o to by wyglądał jak nowy a większość elementów została w nim wymienia na nieskazitelnie równe i spasowane. Chodzi o to, by taki mebel był czysty, stabilny i zabezpieczony na kolejne lata. Z doświadczenia wiem jednak, że często takie właśnie brzydkie, zaniedbane i niekompletne ‚singery’ pięknie dają się odnowić. Nabierają elegancji, blasku i klasy, wzbudzając swym wyglądem zachwyt u właścicieli.

Dla przykładu maszyny, które miałam okazję odnawiać w ciągu ostatnich miesięcy.

Machine Bijou – francuska maszyna sygnowana marką ‚E.Brion Brothers’ z II połowy XIX wieku. Cenna i dość rzadko spotykana. Blat zrobiony jest z litej deski mahoniowej a główka maszyny ozdobiona chińskimi motywami z masy perłowej. Z jednej strony prosta i toporna, z drugiej mocno dekoracyjna w swym detalu. Przyznaję, że nie widziałam takiej wcześniej i pierwszy raz miałam możliwość odnawiać taki egzemplarz

Maszyna przed renowacją:

Praca z jej odnowieniem nie była bardzo skomplikowana, bo nie musiałam przeprowadzać prac naprawczych przy uszkodzonej okleinie jak to zwykle bywa. Zniszczony fornir na blatach zabiera dużo roboczogodzin, przy tym stoliku na szczęcie go na było, więc renowacja poszła mi całkiem sprawnie. Lita deska mahoniowa ładnie dała się oczyścić i finalnie zapoliturować. Żeliwne elementy (wypiaskowane i polakierowane na nowo) też nie kaprysiły, dzięki czemu całość nabrała świeżości i dawnej klasy. Samą główkę porządnie odtłuściłam i delikatnie wyretuszowałam:)

Maszyna po renowacji:


Z drugą maszyną – popularnym Singerem – miałam już zdecydowanie dużo więcej pracy… Praktycznie wszystko wymagało naprawy a wspomniana okleina nie nadawała się do uratowania. Blat musiał zostać zafornirowany na nowo. Decyzja właścicieli była jednak taka, by maszynę ratować. Jedyna pamiątka rodzinna musiała zostać przywrócona do życia:) Cała drewniana konstrukcja została krok po kroku poklejona, powzmacniana i na nowo pokryta orzechową okleiną. Po oczyszczeniu i podbarwianiu świeżych elementów pod kolor oryginalnie zachowanej szufladki (jako jedyna nie wymagała aż tylu zabiegów;), całość została pokryta naturalną politurą szelakową, która odpowiada za finalny wysoki połysk. Główkę&mechanizm standardowo delikatnie tylko umyłam, oczyściłam z kurzu i nadmiernego tłuszczu. Napis ‚SINGER’ na żeliwnej podstawie zyskał odrobiny złota, jak to bywało pierwotnie, by rozświetlić i podkreślić swój markowy charakter.

Przy takim zakresie uszkodzeń warto już jednak skorzystać z pomocy stolarskiej lub konserwatorskiej, oddając maszynę do dobrej pracowni renowacji mebli. Samemu, nie mając doświadczenia w tego typu pracach, zaplecza warsztatowego i dobrych materiałów oraz narzędzi będzie trudno wszystko ogarnąć. Renowacja takiego sprzętu to już bowiem zdecydowanie bardziej skomplikowany i trudniejszy zakres prac. Wiele pracochłonnych i czasochłonnych roboczogodzin… Przyznaję, że ten egzemplarz wymagał ode mnie sporego poświecenia i cierpliwości w działaniu:)

Stan przed renowacją:

Stan po renowacji:


Maszyna Gritzner – wyprodukowana w fabryce Durlach, działającej od końca lat 60-tych XIXw. do 1965 roku, kiedy została przejęta przez popularną firmę Pfaff. Jedna z miliona wyprodukowanych na początku XXw wieku maszyn do szycia sygnowanych tylko tą marką… Drewniane elementy stolika wraz z bardzo ładnie zachowaną przykrywką (wszystko okleinowane wzorzystym orzechem) wykończone zostały politurą szelakową. Żeliwna podstawa została wypiaskowana i polakierowana.

  


Maszyna Singer – wyprodukowana na przełomie lat 40/50-tych XXw., konstrukcja stolika – blat, klapa, szufladki, nogi – tym razem wykonane z drewna dębowego (częściowo w okleinie dębowej). Maszyna mocno rozbudowana, z zachowanymi wszystkimi elementami (łącznie ze sprawnym mechanizmem). Całość została porządnie oczyszczona z warstw startego lakieru, ponaprawiana stolarsko i wykończona finalnie politurą szelakową z podkreśleniem naturalnego dębowego koloru.


I jeszcze jeden Singer – mniej rozbudowany, z brakującym wiekiem, ale w bardziej dekoracyjnej okleinie orzechowej. Oryginalny fornir na blacie niestety nie nadawał się do uratowania, dlatego też został zastąpiony nowym. Finalnie wykończony wraz z pozostałymi drewnianymi elementami w naturalnej politurze szelakowej

Artykuły powiązane


9 komentarzy »

  1. Ewa napisał(a):

    Pięknie się to ogląda! Chylę czoła przed Pani pracą.
    Pozdrawiam

  2. Ogrodolandia.pl napisał(a):

    Naprawdę cudownie! Widziałam ostatnio kwietnik z takiej maszyny, ale odnowienie jej to jeszcze lepszy pomysł! Szacunek i pozdrowienia ślę! ♡

  3. Marco napisał(a):

    Jestem pod wrażeniem i muszę przyznać, że zacząłem poważnie myśleć nad renowacją mojej własnej maszyny do szycia. U mnie w sumie największy problem chyba jest z mechanizmem, nie z samym drewnem.

  4. Internica napisał(a):

    Moja babcia ma jeszcze taką maszynę do szycia, starego Singer’a. Już na niej nic nie robi ale stoi przykryta w całkiem dobrym stanie. Może kiedyś z niej coś zrobimy 🙂

  5. Kasia Dudziak napisał(a):

    Moja Ciocia miała pięknego starego Zingera. Bardzo lubiłam patrzeć jak szyje na nim ????

  6. Artur napisał(a):

    Przyznam, że mam spory problem z przekonaniem rodziny, że starej maszyny nie należy wyrzucać. Może ten wpis ich przekona, chociaż największym problemem i tak jest dla nas sam mechanizm. Naprawić go pewnie nie będzie tak łatwo. Ale te urządzenia mają duszę, nie można się ich pozbywać ot tak.

  7. Mikołaj napisał(a):

    Jaki kolorem szelaku Wykończyła Pani maszyny Singer?

    • Aneta napisał(a):

      Dzień dobry,
      najczęściej pracuję na politurze z szelaku bielonego i szelaku lemon premium całkowicie odwoskowionego; przy ciemnych blatach/elementach wspomagam się też szelakiem rubinowym odwoskowionym
      pozdrawiam,
      Aneta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 + four =