Instagram RSS Feed

Posts Tagged ‘art deco’

  1. Polskie Art Deco

    Wrzesień 5, 2013 by Aneta

    Książka powstawał w efekcie sesji naukowej która odbyła się w 2006 roku w słynnym płockim Muzeum Secesji. Opracowanie jest w formie referatu podzielonego na siedem artykułów/rozdziałów poświęconych różnym dziedzinom z zakresu polskiego Art Deco: m.in. meblarstwu, ceramice, architekturze i wyrobom metalowym.

    Sesji naukowej towarzyszyła niewielka, ale bardzo bogata wystawa eksponatów w stylu Art Deco ze zbiorów muzeum. Będąc na wycieczce w Płocku miałam okazję obejrzeć wspomnianą ekspozycję (zajmowała ona dwie sala na dolnym poziomie głównego budynku Muzeum), co uczyniłam z na prawdę wielką przyjemnością, bo zebrane meble i przedmioty wyposażenia wnętrz zaprezentowały polską sztukę z lat międzywojennych na naprawdę najwyższym poziomie…

    http://starychmebliczar.pl/2011/03/10/art-deco-w-plockim-muzeum/

    „Polskie Art Deco” – Materiały drugiej sesji naukowej pod przewodnictwem prof.Ireny Huml i prof.Anny Sieradzkiej w Muzeum Mazowieckim w Płocku 10 grudnia 2007 roku

    Wydawnictwo: Muzeum Mazowieckie w Płocku, rok 2009

    SONY DSCSONY DSC SONY DSC


  2. Renowacja stołu Art Deco (Etap II)

    Sierpień 31, 2013 by Aneta

    Po dokładnym oczyszczeniu drewna z warstw starego, brudnego już lakieru, wygładzeniu całej powierzchni i zaolejowaniu okleiny orzechowej, którą pokryty jest stół (dzięki czemu kolor będzie intensywniejszy a wzorzysty rysunek słoi wyraźniejszy), przystąpiłam do kolejnego etapu, czyli politurowania, który stworzy na moim stole wysoki połysk:) Lubię klasyczne wykończenie i uszlachetnianie mebli tradycyjną metodą jaką jest politurowanie. Ręczne nakładanie naturalnej politury szelakowej na wiekowy mebel ładnie go konserwuje (zwłaszcza w przypadku mebli z drewna czy okleiny orzechowej&mahoniowej), nadając przy tym powierzchni szlachetnego połysku jakiego wg mnie nie da nawet najlepszej jakości lakier. Dobre i ładne wypracowanie politury na mebelu wymaga jednak sporego nakładu czasu i pracy, a także odpowiedniej wiedzy i cierpliwości..:)

    Cd prac:

    4. Gruntowanie. Po wyschnięciu oleju (nie trwa to długo – max jeden dzień), przystąpiłam do gruntowania powierzchni politurą. Już od pierwszych warstw posługuję się tylko i wyłącznie gąbką. Trwa to zdecydowanie dłużej, ale efekt jest nieporównywalny. Pędzel, tak jak wspominałam już wcześniej, pozostawia brzydkie smugi, których ciężko byłoby się później pozbyć. W miarę mocną, ale nie gęstą politurą, nakładam kilka warstw (nie za dużo), tak by tylko delikatnie nasączyć drewno a nie od razu je ‚pozalewać’.

    IMG_50585. Zacieranie porów. Przy pomocy pumeksu i politury – tak jak to robiłam przy renowacja lampy Art Deco – zacieram otwarte pory tak długo, by powierzchnia (matowa jeszcze na tym etapie), stała się jak najbardziej gładka a widoczne pod światło ‚mikro’ szczelinki jak najbardziej wypełnione. Pumeks, łącząc się z rzadką politurą, tworzy swojego rodzaju maź/pastę, którą za pomocą gąbki wcieram w drewno, dzięki temu finalny połysk zbudowany z wielokrotnego nakładani politury będzie idealnie równy i gładki. Przyznam szczerze, że jest to najcięższy dla mnie fragment prac. Zacieranie porów wymaga bowiem bardzo dużej siły fizyczne w dłoniach. Gąbkę trzeba bowiem bardzo mocno i dokładnie dociskać do drewna, robiąc przy tym kuliste ruchy (potocznie określane przez politurowaników ‚kręceniem kółek’).

    zacieranie porów12 sie 20131Ostatnio zaktualizowane12112 sie 2013-001

    6. Politurowanie z dodatkiem oleju. Po zatarciu porów, kiedy pumeks nie jest już potrzebny, dokładam warstwy politury polerując powierzchnię słabszym i rzadszym roztworem (od zbyt mokrego tamponu powstały by brzydkie smugi i zacieki), dodając przy tym odrobinę oleju. Kilka kropel ‚rozrzuconych’ na powierzchnię mebla pozwala na swobodne i płynne ruchy gąbką, która mając poślizg nie będzie się przyklejać i ‚stawać’. Użycie oleju zdecydowanie ułatwia pracę na tym etapie i pozwala na dokładanie politury. Nie ma idealnej recepty na to ile czasu powinny być wykonywane poszczególne etapy politurowania. Z pewnością trwa to naście, a czasem i więcej, roboczogodzin. Podstawowa zasada jest zawsze jedna – wszystko robimy powoli i bez pośpiechu – nie da się bowiem dobrze położyć politury w szybkim czasie. Poszczególne warstwy politury muszą od siebie odpocząć, dzięki czemu drewno równomiernie będzie je ‚chłonąc’ a to zapewni nam ładny efekt końcowy.

    IMG_5204IMG_5202

    7. Końcowy etap politurowania. Po dokładnym zatarciu porów i dołożeniu niezbędnych warstw politury, stół w spokoju odstał sobie przeszło tydzień. Nie musimy aż tak długo czekać, choć stara stolarska zasada mówi, że po każdym etapie prac mebel powinien sobie w spokoju kilka dni odstać. Pośpiech z pewnością nie jest wskazany. Gdy politura w miarę dobrze przeschła i się utwardziła, mogłam przystąpić do ostatecznego spolerowania i wygładzenia powierzchni. Prace na tym etapie polegają głównie na spaleniu z powierzchni zbędnego oleju, którego używałam przy dokładaniu politury. Robi się to prawie suchym tamponem, zwilżonym tylko delikatnie bardzo słabą politurą lub spirytusem (najlepiej mieć kilka tamponów na każdą z w/w faz), gładząc całą powierzchnię najpierw pociągnięciami w kształcie kółek/ósemek, a następnie prostymi od lewa do prawa, tak jakbyśmy chcieli porozciągać tłusta warstwę. Wykonując wszystko tak jak należy powinna pozostawać zanikająca po kilku sekundach smuga (jak po chuchnięciu na lustro). Powierzchnia stołu z każdym kolejnym ruchem nabiera połysku, ukrytego do tej pory pod cienką, tłustą warstwą oleju. Mebel w całości gładzę praktycznie suchą już gąbką aż do całkowitego wybłyszczenia drewna. Cały końcowy etap trzeba robić z dużym wyczuciem, łatwo bowiem jakimś nieodpowiednim ruchem czy zbyt wilgotnym tamponem coś zepsuć (pojawią się wtedy matowe odbicia gąbki).

    SONY DSCOstatnio zaktualizowane122SONY DSC SONY DSC

    Aby ładnie położyć politurę trzeba często ćwiczyć latami. Nie ma na to niestety uniwersalnej rady czy złotego środka. Każdy mebel jest bowiem inny i wymaga indywidualnego podejścia, zarówno na początkowym etapie, gdy wybieramy odpowiednią metodę czyszczenia/przygotowania, jaki i w momencie wykańczania wspomnianą politurą. Jedna powierzchnia zapolituruje się dość szybko i nie przysporzy żadnych kłopotów*, druga zaś będzie wymagała wielogodzinnego, misternego wypracowywania…

    * przyczyn może być wiele: za słaby procentowo spirytus/ kiepskiej jakości, zanieczyszczony szelak/ kurz/ zbyt niska temperatura w pomieszaniu w którym politurujemy/ lub zbyt duża wilgotność powietrza itd.


  3. Wzorzyste forniry na meblach Art Deco

    Sierpień 14, 2013 by Aneta

    Meble w stylu Art Deco – można je lubić za oryginalność, uniwersalny ponadczasowy charakter i funkcjonalność lub odwrotnie, nie przepadać za nimi przez ich masywność, często ciężką geometryczną formę i ubogość zdobień. Całej ‚prostocie’ stylu z pewnością jednak nie nie można zarzucić braku dekoracyjności samego forniru, którym pokrywane były meble. To właśnie wzorzystą okleinę – najczęściej orzechową – uznaje się za najważniejszy element dekoracyjny stylu z lat 30-tych. Doskonale dobrany i ułożony fornir, czesto składany z kilku liści, tak by na płaszczyźnie finezyjne usłojenie stworzyło oryginalny i niepowtarzalny wzór, w połączeniu z charakterystyczną dla okresu międzywojennego geometryczną (często zaobloną) formą, prezentuje się elegancko i szlachetnie. Najlepiej widać to na oryginalnie zachowanych stołach i stolikach, które często proste w swoich projektach, zachwycają właśnie pięknie wykończonym blatem. Dodatkowo jesli mebel taki przejdzie dobrą renowację i wzorzysty, ale przez lata spłowiały już fornir, po oczyszczeniu pokryty zostanie ładnie wypracowaną politurą szelakową, to uwydatni nam wtedy na nowo swój niepowtarzalny ciepły kolor i  bogactwo swego szlachetnego usłojenia.

    SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC SONY DSCIMG_3732IMG_3743

    Tak jak ludwiki czy eklektyki znane są ze względu na swoją snycerkę, toczenia i krzywizny, tak sprzęty art decowskie zyskały szeroki uznanie właśnie dzięki prostym, geometrycznym kształtom i wzorzyście ułożonym fornirom. Warto więc kupując meble właśnie w tym stylu (czy te z lat 20/30-tych, czy już wykonane w latach powojennych) zwracać szczególną uwagę na oryginalną okleinę. Ta zachowana w dobrym stanie (z ew niewielkimi ubytkami) będzie niewątpliwie największą ozdobą mebla. Stary fornir jest niepowtarzalny zarówno pod względem oryginalnego usłojenia, jak i szlachetnego koloru. Przez lata oddziaływało na niego wiele innych czynników związanych z eksploatacją mebla (światło słoneczne, wilgotność powietrza itp.), postarzenie więc nowo położonej okleiny, nawet takiej z pięknie ułożonym usłojeniem, będzie dość trudne i nie odda nam w pełni naturalnego, wypracowanego przez lata uroku starej oryginalnej okleiny. czytaj dalej…


  4. Renowacja stołu Art Deco (etap I)

    Sierpień 6, 2013 by Aneta

    Wydaje się, że polski rynek antykwaryczny jest wciąż bogaty w ciekawe oferty sprzedaży wiekowych mebli i przedmiotów. Na różnego rodzaju portalach internetowych, giełdach, w komisach czy galeriach, dawnych sprzętów, głównie przywożonych z zagranicy, jest na prawdę co nie miara. Mimo to, poszukiwania tego wymarzonego i odpowiedniego do naszego domowego wnętrza egzemplarza trwają często latami…

    Tak też było w przypadku stołu którego renowację właśnie zaczęłam robić. Model poszukiwany przeze mnie od dłuższego już czasu a kupiony teraz zupełnie przez przypadek. I choć nie jest on specjalnie wyjątkowy, żaden z niego projektowy egzemplarz, wręcz typowy dla stylu Art Deco (podobne widuje się dość często), to swoim oryginalnym rozmiarem i masywnym kształtem przypasował do mojego niewielkiego wnętrza idealnie.

    Stół którego używam obecnie też jest okrągły i orzechowy w typie mebli Art Deco, ale wykonany już w latach powojennych. Mimo, iż nie jest oryginalnym klasykiem z lat 30-tych, to bardzo go lubię za lekką i niewielka formę. Niestety z racji swojej niedużej średnicy (90 cm), ma też skromne możliwości rozłożenia (jeden 50 cm wkład łamany i chowany do środka daje po rozłożeniu 1,40m), stąd też nie sprawdza się przy większej liczbie osób, bo środek blatów jest za mały. Wnętrze gdzie stoi też ma swoje ograniczenia, dlatego nie mogłam sobie pozwolić na zastąpienie go podobnym egzemplarzem o najbardziej uniwersalnym i popularnym rozmiarze śr. 115 cm / 120 cm, których na rynku antykwarycznym jest wciąż dość duży wybór. Optymalnym i poszukiwanym stołem stał się więc dla mnie model o średnicy 100 cm, z dodatkową możliwością powiększenia o 60-8o cm, który na co dzień nie zabierze za dużo miejsca a po rozsunięciu spełni funkcję stołu jadalnianego.

    Mój nowy nabytek to stół w stylu Art Deco z końca lat 30-tych XXw. (Polska), okleinowany orzechem, o konstrukcja sosnowej, rozsuwany. Wymiary: średnica 100 cm + dodatkowa przestrzeń 80 cm po rozsunięciu, wys. 78 cm. Nie zachowały się niestety dodatkowe blaty rozkładania (z racji rozmiarów nie mieściły się do środka i były trzymane oddzielnie, dlatego pewnie zaginęły), ale dorobienie nowych nie będzie stanowiło dużego problemu. Dodatkowo, stół oryginalnie wykończony został jakimś dobrej jakości lakierem, który przez lata intensywnego użytkowania uchronił drewno przed większymi uszkodzeniami przyjmując na siebie wszelkie rysy czy zadrapania. Dzięki temu fornir na nogach i blacie nie uległ zniszczeniu i po wyczyszczeniu odsłoniła się równa płaszczyzna z wzorzyście ułożonym wzorem*. Poza niewielkimi wyszczypaniami i drobnymi przetarciami kantów na zaoblonych nogach większych uszkodzeń w stole brak. Cała konstrukcja jest stabilna i nierozchwiana, dodatkowo w całości rozbieralna i łatwa w transporcie (nogi skręcane są krzyżakowo na środku jedną, masywną śrubą). Czas więc przystąpić do prac. Po przeszło 70-ciu latach używalności mebla należy mu się solidna i gruntowna renowacja.

    *w przypadku stylu Art Deco to właśnie starannie położony, wzorzysty fornir orzechowy nadaje meblom charakteru i odpowiada za oryginalność i stylowe piękno; kupując więc modele w tym stylu należy oprócz ładnej formy, zwracać szczególną uwagę na okleinę, która powinna być zachowana w dobrym stanie; wymiana całego forniru na głównych elementach mebla (np. na blatach czy drzwiczkach) obniży już jego wartość i przysporzy dodatkowych kosztów przy późniejszej renowacji; same efekty wizualne z pewnością też nie będą już te same, stary fornir ma bowiem w sobie niepowtarzalną oryginalność usłojenia i kolorystki.

    Etapy moich prac:

    1. Czyszczenie. Z uwagi na dość grubą (choć mocno już wysuszoną) warstwę lakieru na drewnie, postanowiłam użyć szlifierki mechanicznej. Płaszczyzny praktycznie w większości są gładkie a orzechowy fornir, noe poddawany wczesniej żadnym renowacją, zachował swą oryginalną grubość, nie powinno być więc problemów z wyczyszczeniem mebla tym właśnie sposobem. Szlifierka ma jednak niestety to do siebie, że zostawia na powierzchni drewna ślad po swojej pracy w postaci drobnych rysek, kółek/kręgów, widocznych zwłaszcza po zmoczeniu bejcą/politurą. Po jej użyciu (do czyszczenia użyłam krążków o ziarnie 180′, które i tak są dośc ostre) trzeba więc całe drewno wyszlifować raz jeszcze – tym razem wyłącznie ręcznie –  przy pomocy drobnych papierów (najpierw 240′ a na koniec 400′). Te zlikwidują ryski i dodatkowo wygładzą nam całą powierzchnię. Jeśli pominiemy ten krok, to z pewnością pod politurą (bejcą czy lakierem) wyjdą brzydkie, mechaniczne ślady. Szlifierka z jednej strony więc ułatwia czyszczenie starych powłok, z drugiej przysparza dodatkowych prac. Wybierając tą formę czyszczenia mebla, trzeba też mieć na uwadze ryzyko przetarcia okleiny, która z racji wieku mebla i jego użytkowania, może być w niektórych miejscach bardzo cienka. Szlifowanie, nawet chwilowe, maszyną na dużych obrotach może w takiej sytuacji poskutkować kłopotliwym nieodwracalnym przeszlifowaniem starego forniru i pojawieniu się w jego miejscu jasnej, brzydkiej plamy z widoczną warstwą kleju, podkładu czy deski konstrukcyjnej. Jeśli więc nie czujemy się na siłach, nie mamy doświadczenia z elektronarzędziami itd., to oczyśćmy powierzchnie ręcznie, przy pomocy cykliny lub skrobaka + papierów ściernych, które będą zdecydowanie bezpczniejsze dla forniru.

    IMG_4821Ostatnio zaktualizowane115 IMG_4856 31 lip 2013IMG_4858IMG_4904

    2. Retuszowanie & szpachlowanie. Tak jak wspomniałam wcześniej, mój egzemplarz okazał się zachowany w naprawdę dobrym i wdzięcznym do pracy stanie. Jedyne, widoczne w stole mankamenty to parę kilkumilimetrowych uszczypań forniru, które zresztą szybko uzupełniłam szpachlą akrylową oraz niewielkie przetarcia na kantach nóg. Te zazwyczaj uzupełnia się robiąc nowe wstawki okleiny, tu jednak byłby by one za bardzo widoczne, bo przetarcia są cieniutkie i nieduże. Widoczne sosnowe drewno z którego zrobione zostały nogi podbarwiłam więc bejcą w orzechowym kolorze.

    3 sie 2013

    3. Olejowanie. Po wygładzeniu całej powierzchni drewna i uzupełnieniu wszelkich ubytków przystąpiłam do olejowania stołu. Posmarowanie drewna warstwą oleju wazelinowego pozwala uzyskać większą głębię i intensywność naturalnego koloru drewna, zwłaszcza w przypadku forniru orzechowego, gdzie dodatkowo pozwala on podkreślić i uwydatnić bogactwo usłojenia. Tak przygotowany stół po wyschnięciu będzie gotowy do politurowania.
    IMG_4929-001Ostatnio zaktualizowane116IMG_4936


  5. Thonety w stylu Art Deco

    Lipiec 23, 2013 by Aneta

    Komplet czterech art-decowskich krzeseł nietypowo sygnowanych marką Thonet. Wykonane zostały z drewna bukowego (mazerowanego), z zaobloną konstrukcją ramy siedziska oraz wklęsłym oparciem fornirowanym wzorzystym orzechem. Krzesła zachowały się w dobrym stanie i jak to przystało na meble gięte, są w całości skręcane na śruby (poza klejoną deską oparcia). Są bardzo stabilne i mega wygodne. Charakteryzują typowe wzornictwo dla początku lat 30-tych XXw.

    Na wewnętrznej stronie ramy siedziska krzeseł zachowały się metryki w postaci wypalanych stempli „Thonet” oraz papierowych naklejek z drukowanym tekstem i logo firmy. Niestety nie mam pewności w której z polskich fabryk zostały wykonane (kupione przez pierwszego właściciela w Warszawie). Etykieta z napisem Thonet, bez dodatkowych oznaczeń typu ‚Wien’, była używana do mebli produkowanych na rynek węgierski, tak przynajmniej wskazuje wiarygodne źródło. Okazuje się jednak, że i w polskich zakładach działających na licencji Thoneta posługiwano się tego typu naklejkami. Bliższych informacji na temat historii produkcji tego typu egzemplarzy niestety brak. Nie znalazłam też żadnego spisu fabryk produkujących przed wojną meble gięte oklejane etykietami Thonet. Pozostaje mi więc przypuszczać, że powstały one w założonych w 1881 roku przez Braci Thonet zakładach w Radomsku (lub którejś z filii w Jasienicy, Buczkowicach czy Bielsku).

    Ostatnio zaktualizowane114SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

    Mnogość wytwórców mebli giętych kopiujących i korzystających z wzorów Thoneta, spowodowała, że tego typu meble, głównie krzesła, są nadal powszechnie dostępne, często w naprawdę atrakcyjnych cenach. Najbardziej jednak znaną i cenioną marką pozostaje Thonet, którego oryginalne, sygnowane egzemplarze cieszą się wciąż niesłabnącą popularnością. Zwłaszcza na zagranicznym rynku antykwarycznym (austriackim,niemieckim i amerykańskim) katalogowe projekty osiągają zawrotne ceny.

    SONY DSC

    Tego typu krzesła niewątpliwie odzwierciedlają międzywojenną elegancję, prostotę i funkcjonalność polskiego odłamu stylu Art Deco. Komplet idealnie współgra z okrągłym stołem (art-decowskim lub współczesnym), bo dzięki zaoblonym oparciom krzesła tworzą przy stole drugi krąg i nie zabierają tym samym miejsca. Całość wygląda lekko i spójnie.  SONY DSC SONY DSC