Instagram RSS Feed

Posts Tagged ‘renowacja’

  1. Podsumowanie pierwszych Warsztatów (luty)

    Luty 4, 2014 by Aneta

    IMG_2468Pierwsze Warsztaty z zakresu renowacji mebli dawnych za mną. Musze przyznać, że przygotowań było naprawdę sporo, organizacja tego typu zajęć to w końcu nie lada sprawdzian zarówno dla mnie, jak i dla całej Pracowni. Moje obawy były jednak zupełnie niepotrzebne:) Ośmioosobowa grupa punktualnie stawiła się w sobotni poranek i po krótkim wprowadzeniu teoretycznym wszyscy przystąpiliśmy do pracy. A było jej, jak się później okazało, co niemiara…;-)

    Do odnowienia mieliśmy: cztery krzesła (jedno Art Deco w całości z drewna mahoniowego, dwa w typie thonet wykonane z giętego drewna bukowego, jedno tapicerowane z lat 40-tych z drewna brzozowego), brzozowy niciak z lat powojennych, bukowy stolik w typie thonet, podstawę od fornirowanej orzechem toaletki Art Deco oraz skrzyneczkę od radia, również okleinowaną szlachetnym orzechem w stylu Art Deco.

    Prace przebiegały bardzo sprawnie a luźna i przyjacielska atmosfera umilała wszystkim czas. Dwa dni zajęć (łącznie 12 godzin) zleciały nam więc bardzo szybko. Czasu na pełną renowację mebli było bardzo mało, ale wszystkie niezbędne i najważniejsze prace stolarskie zostały wykonane. Wszystkie meble, zwłaszcza krzesła i stolik rozebrane na elementy pierwsze, udało nam się dobrze pokleić, powzmacniać i dokładnie oczyścić, co było niewątpliwie sporym wyzwaniem dysponując tak ograniczonym czasem:) Tu muszę bardzo wyraźnie (i dumnie) podkreślić, że wszystkie prace przy oczyszczaniu drewna odbywały się wyłącznie ręcznie, bez użycia szlifierki mechanicznej (posłużyliśmy się nią tylko raz przy blaciku od stolika). Uczniowie pracowali bardzo dzielnie i mimo zmęczenia założony plan prac został zrealizowany! W niedzielę ‚nasze sprzęty’ zyskały kolor i zaczęły na nowo zmieniać swoje oblicze. Na koniec Warsztatów:

    • krzesło art-decowskie zostało zaolejowane i porządnie zagruntowane politurą
    • krzesło thonetowskie zyskało drugą młodość w skandynawskim stylu z białą farbą, przecierką i woskiem
    • drugie krzesło thonetowskie wybarwione zostało na ciemny orzech i pokryte politurą
    • niciak również zyskał nowy, orzechowy kolor i warstwę politury
    • krzesełko z lat 40-tych zostało wykończone woskiem
    • stolik thonetowski, któremu udało nam się uratować oryginalny, mocno spękany blat, został w całości pokryty politurą
    • art-decowska toaletka (z racji swoich gabarytów i zakresu prac) została w całości bardzo precyzyjnie wyczyszczona, pouzupełnia i finalnie zaolejowana (teraz będzie czekać na politurę)
    • skrzynka od radia zyskała nową politurę odsłaniając oryginalne orzechowe usłojenie.

     

    Mam nadzieję, że tak jak dla mnie, p.Jacka stolarza, tak i dla Wszystkich, warsztatowy weekend przyniósł nowe doświadczenia i pozwolił choć częściowo poznać tajniki renowacji dawnych mebli;)

    IMG_6948IMG_6980IMG_6963IMG_7002Ostatnio zaktualizowaneOstatnio zaktualizowane1Ostatnio zaktualizowane6Ostatnio zaktualizowane2Ostatnio zaktualizowane3Ostatnio zaktualizowane5IMG_6972IMG_7017

     


  2. Renowacja stolika Art Deco

    Styczeń 28, 2014 by Aneta

    Jeden z ostatnich już (chyba;) domowych mebelków, który czekał na swoją renowację i powrót do dawnej urody – stolik z lat 30-tych XXw. w stylu Art Deco, który, chciał nie chciał, zdominował moje niewielkie wnętrza. Mebel zrobiony został z drewna sosnowego okleinowanego dość nietypowym rodzajem mahoniu. Najprawdopodobniej jest wyrobem polskim i stanowił kiedyś element większego kompletu mebli salonowych, z którego szczęśliwie uratowany mam jeszcze puf. Finalnie więc, stolik będzie miał do pary ‚bliźniaczego’ kompana a dzięki swoim zaoblonym kształtom dobrze zgra się też i z pozostałymi sąsiadującymi w pokoju meblami – art-decowską witryną i lampą.

    SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

    Jeśli chodzi o samą renowację to plan jest taki: czytaj dalej…


  3. Konserwacja zamka & dorabianie nowego klucza

    Październik 3, 2013 by Aneta

    Renowacja dawnego mebla to nie tylko prace związane z samą konserwacją drewna. Bardzo istotne są też bowiem wszystkie elementy metalowe, które zwłaszcza w sprzętach skrzyniowych typu komody, biblioteki, biurka czy szafy pełnią funkcje nie tylko czysto użytkowe, ale są istotnym elementem dekoracyjnym. Okucia, zamki, zawiasy, różnego rodzaju uchwyty czy gałki są często bardzo ważnym fragmentem mebla dopełniającym jego styl, dlatego powinniśmy zwracać na nie szczególną uwagę. Również i one, na równi z konstrukcją drewnianą, powinny być poddawane zabiegom konserwatorskim.

    Z doświadczenia wiem, że najczęściej naprawianym elementem jest zamek, w które wyposażona jest większość mebli skrzyniowych z XIX i XX wieku. Dotyczy to zarówno samego mechanizmu, jak i klucza, który rzadko kiedy zachowany jest oryginalny. Z reguły taki klucz trzeba dorobić nowy. Można pokusić się o znalezienie startego egzemplarza, ale kłopot może być z jego późniejszym dopasowaniem, rzadko kiedy pasuje do innego zamka…To samo tyczy się konserwacji uchwytów, szyldów czy rączek, choć te akurat zdecydowanie łatwiej zastąpić podobnymi, równie wiekowymi, z epoki. Przed doborem nowego – czy to starego, czy wykonanego współcześnie zamiennika – należy upewnić się, że będzie on zgodny ze stylem i klasą mebla, łatwo bowiem oszpecić całość źle dobranym elementem (mimo, iż będzie się nam bardzo podobał). Dobrze, ładnie wykonane stalowe i mosiężne okucia oraz klucze możemy kupić w specjalistycznych sklepach dla konserwatorów&plastyków, których na polskim rynku jest coraz więcej oraz na przeróżnych pchlich targach i giełdach antykwarycznych typu warszawskie Koło. Unikałabym zdecydowanie zakupów w dużych marketach budowlanych, gdzie większość metalowych akcesoriów ma więcej wspólnego z aluminium niż prawdziwym szlachetnym mosiężnym odlewem. Tyczy się to zarówno okuć, jak i kluczy, które najczęściej wykonane są z mieszanki przeróżnych metali, kolorem przypominających tylko prawdziwy mosiądz. Przed zakupem nowych elementów do naszego wiekowego mebla dobrze jest przejrzeć fachową literaturą lub podpytać w pobliskiej Galerii czy Desie. Sąsiedztwo ‚prawdziwego’ ślusarza meblowego to już prawdziwy skarb:) Fachowiec taki z pewnością naprawi nam wiekowy zamek czy okucie oraz dorobi dobry, odpowiadający stylem klucz. Można też pokusić się samemu o konserwację zamka i dorobienie klucza, choć przyznam nie zawsze jest to łatwe zadanie… ja wciąż uczę się ślusarstwa:)

    Dobrym przykładem jest zasuwkowy zamek wewnętrznie wpuszczany, do którego dorabialiśmy dziś brakujący klucz. Ma on dość prosty mechanizm, jest jednak oryginalny z uwagi na półokrągły kształt zewnętrznej blaszki. Wymontowany został – jak i pozostałych sześć – z szuflad damskiego biurka w stylu Ludwik Filip pochodzącego z poł. XIXw, do których nie zachował się niestety żaden oryginalny klucz. Wszystkie zamki, zrobione ręcznie przeszło 150 lat temu (widoczne ślady ręcznego kucia, szlifowania i nitowania), zachowały się w przyzwoitym stanie i nie wymagały żadnej naprawy, co jest naprawdę dużym plusem. Potrzebne im były tylko nowe klucze i mała konserwacja.

    zamekSONY DSC

    czytaj dalej…


  4. Renowacja stołu Art Deco (Etap II)

    Sierpień 31, 2013 by Aneta

    Po dokładnym oczyszczeniu drewna z warstw starego, brudnego już lakieru, wygładzeniu całej powierzchni i zaolejowaniu okleiny orzechowej, którą pokryty jest stół (dzięki czemu kolor będzie intensywniejszy a wzorzysty rysunek słoi wyraźniejszy), przystąpiłam do kolejnego etapu, czyli politurowania, który stworzy na moim stole wysoki połysk:) Lubię klasyczne wykończenie i uszlachetnianie mebli tradycyjną metodą jaką jest politurowanie. Ręczne nakładanie naturalnej politury szelakowej na wiekowy mebel ładnie go konserwuje (zwłaszcza w przypadku mebli z drewna czy okleiny orzechowej&mahoniowej), nadając przy tym powierzchni szlachetnego połysku jakiego wg mnie nie da nawet najlepszej jakości lakier. Dobre i ładne wypracowanie politury na mebelu wymaga jednak sporego nakładu czasu i pracy, a także odpowiedniej wiedzy i cierpliwości..:)

    Cd prac:

    4. Gruntowanie. Po wyschnięciu oleju (nie trwa to długo – max jeden dzień), przystąpiłam do gruntowania powierzchni politurą. Już od pierwszych warstw posługuję się tylko i wyłącznie gąbką. Trwa to zdecydowanie dłużej, ale efekt jest nieporównywalny. Pędzel, tak jak wspominałam już wcześniej, pozostawia brzydkie smugi, których ciężko byłoby się później pozbyć. W miarę mocną, ale nie gęstą politurą, nakładam kilka warstw (nie za dużo), tak by tylko delikatnie nasączyć drewno a nie od razu je ‚pozalewać’.

    IMG_50585. Zacieranie porów. Przy pomocy pumeksu i politury – tak jak to robiłam przy renowacja lampy Art Deco – zacieram otwarte pory tak długo, by powierzchnia (matowa jeszcze na tym etapie), stała się jak najbardziej gładka a widoczne pod światło ‚mikro’ szczelinki jak najbardziej wypełnione. Pumeks, łącząc się z rzadką politurą, tworzy swojego rodzaju maź/pastę, którą za pomocą gąbki wcieram w drewno, dzięki temu finalny połysk zbudowany z wielokrotnego nakładani politury będzie idealnie równy i gładki. Przyznam szczerze, że jest to najcięższy dla mnie fragment prac. Zacieranie porów wymaga bowiem bardzo dużej siły fizyczne w dłoniach. Gąbkę trzeba bowiem bardzo mocno i dokładnie dociskać do drewna, robiąc przy tym kuliste ruchy (potocznie określane przez politurowaników ‚kręceniem kółek’).

    zacieranie porów12 sie 20131Ostatnio zaktualizowane12112 sie 2013-001

    6. Politurowanie z dodatkiem oleju. Po zatarciu porów, kiedy pumeks nie jest już potrzebny, dokładam warstwy politury polerując powierzchnię słabszym i rzadszym roztworem (od zbyt mokrego tamponu powstały by brzydkie smugi i zacieki), dodając przy tym odrobinę oleju. Kilka kropel ‚rozrzuconych’ na powierzchnię mebla pozwala na swobodne i płynne ruchy gąbką, która mając poślizg nie będzie się przyklejać i ‚stawać’. Użycie oleju zdecydowanie ułatwia pracę na tym etapie i pozwala na dokładanie politury. Nie ma idealnej recepty na to ile czasu powinny być wykonywane poszczególne etapy politurowania. Z pewnością trwa to naście, a czasem i więcej, roboczogodzin. Podstawowa zasada jest zawsze jedna – wszystko robimy powoli i bez pośpiechu – nie da się bowiem dobrze położyć politury w szybkim czasie. Poszczególne warstwy politury muszą od siebie odpocząć, dzięki czemu drewno równomiernie będzie je ‚chłonąc’ a to zapewni nam ładny efekt końcowy.

    IMG_5204IMG_5202

    7. Końcowy etap politurowania. Po dokładnym zatarciu porów i dołożeniu niezbędnych warstw politury, stół w spokoju odstał sobie przeszło tydzień. Nie musimy aż tak długo czekać, choć stara stolarska zasada mówi, że po każdym etapie prac mebel powinien sobie w spokoju kilka dni odstać. Pośpiech z pewnością nie jest wskazany. Gdy politura w miarę dobrze przeschła i się utwardziła, mogłam przystąpić do ostatecznego spolerowania i wygładzenia powierzchni. Prace na tym etapie polegają głównie na spaleniu z powierzchni zbędnego oleju, którego używałam przy dokładaniu politury. Robi się to prawie suchym tamponem, zwilżonym tylko delikatnie bardzo słabą politurą lub spirytusem (najlepiej mieć kilka tamponów na każdą z w/w faz), gładząc całą powierzchnię najpierw pociągnięciami w kształcie kółek/ósemek, a następnie prostymi od lewa do prawa, tak jakbyśmy chcieli porozciągać tłusta warstwę. Wykonując wszystko tak jak należy powinna pozostawać zanikająca po kilku sekundach smuga (jak po chuchnięciu na lustro). Powierzchnia stołu z każdym kolejnym ruchem nabiera połysku, ukrytego do tej pory pod cienką, tłustą warstwą oleju. Mebel w całości gładzę praktycznie suchą już gąbką aż do całkowitego wybłyszczenia drewna. Cały końcowy etap trzeba robić z dużym wyczuciem, łatwo bowiem jakimś nieodpowiednim ruchem czy zbyt wilgotnym tamponem coś zepsuć (pojawią się wtedy matowe odbicia gąbki).

    SONY DSCOstatnio zaktualizowane122SONY DSC SONY DSC

    Aby ładnie położyć politurę trzeba często ćwiczyć latami. Nie ma na to niestety uniwersalnej rady czy złotego środka. Każdy mebel jest bowiem inny i wymaga indywidualnego podejścia, zarówno na początkowym etapie, gdy wybieramy odpowiednią metodę czyszczenia/przygotowania, jaki i w momencie wykańczania wspomnianą politurą. Jedna powierzchnia zapolituruje się dość szybko i nie przysporzy żadnych kłopotów*, druga zaś będzie wymagała wielogodzinnego, misternego wypracowywania…

    * przyczyn może być wiele: za słaby procentowo spirytus/ kiepskiej jakości, zanieczyszczony szelak/ kurz/ zbyt niska temperatura w pomieszaniu w którym politurujemy/ lub zbyt duża wilgotność powietrza itd.


  5. Renowacja stołu Art Deco (etap I)

    Sierpień 6, 2013 by Aneta

    Wydaje się, że polski rynek antykwaryczny jest wciąż bogaty w ciekawe oferty sprzedaży wiekowych mebli i przedmiotów. Na różnego rodzaju portalach internetowych, giełdach, w komisach czy galeriach, dawnych sprzętów, głównie przywożonych z zagranicy, jest na prawdę co nie miara. Mimo to, poszukiwania tego wymarzonego i odpowiedniego do naszego domowego wnętrza egzemplarza trwają często latami…

    Tak też było w przypadku stołu którego renowację właśnie zaczęłam robić. Model poszukiwany przeze mnie od dłuższego już czasu a kupiony teraz zupełnie przez przypadek. I choć nie jest on specjalnie wyjątkowy, żaden z niego projektowy egzemplarz, wręcz typowy dla stylu Art Deco (podobne widuje się dość często), to swoim oryginalnym rozmiarem i masywnym kształtem przypasował do mojego niewielkiego wnętrza idealnie.

    Stół którego używam obecnie też jest okrągły i orzechowy w typie mebli Art Deco, ale wykonany już w latach powojennych. Mimo, iż nie jest oryginalnym klasykiem z lat 30-tych, to bardzo go lubię za lekką i niewielka formę. Niestety z racji swojej niedużej średnicy (90 cm), ma też skromne możliwości rozłożenia (jeden 50 cm wkład łamany i chowany do środka daje po rozłożeniu 1,40m), stąd też nie sprawdza się przy większej liczbie osób, bo środek blatów jest za mały. Wnętrze gdzie stoi też ma swoje ograniczenia, dlatego nie mogłam sobie pozwolić na zastąpienie go podobnym egzemplarzem o najbardziej uniwersalnym i popularnym rozmiarze śr. 115 cm / 120 cm, których na rynku antykwarycznym jest wciąż dość duży wybór. Optymalnym i poszukiwanym stołem stał się więc dla mnie model o średnicy 100 cm, z dodatkową możliwością powiększenia o 60-8o cm, który na co dzień nie zabierze za dużo miejsca a po rozsunięciu spełni funkcję stołu jadalnianego.

    Mój nowy nabytek to stół w stylu Art Deco z końca lat 30-tych XXw. (Polska), okleinowany orzechem, o konstrukcja sosnowej, rozsuwany. Wymiary: średnica 100 cm + dodatkowa przestrzeń 80 cm po rozsunięciu, wys. 78 cm. Nie zachowały się niestety dodatkowe blaty rozkładania (z racji rozmiarów nie mieściły się do środka i były trzymane oddzielnie, dlatego pewnie zaginęły), ale dorobienie nowych nie będzie stanowiło dużego problemu. Dodatkowo, stół oryginalnie wykończony został jakimś dobrej jakości lakierem, który przez lata intensywnego użytkowania uchronił drewno przed większymi uszkodzeniami przyjmując na siebie wszelkie rysy czy zadrapania. Dzięki temu fornir na nogach i blacie nie uległ zniszczeniu i po wyczyszczeniu odsłoniła się równa płaszczyzna z wzorzyście ułożonym wzorem*. Poza niewielkimi wyszczypaniami i drobnymi przetarciami kantów na zaoblonych nogach większych uszkodzeń w stole brak. Cała konstrukcja jest stabilna i nierozchwiana, dodatkowo w całości rozbieralna i łatwa w transporcie (nogi skręcane są krzyżakowo na środku jedną, masywną śrubą). Czas więc przystąpić do prac. Po przeszło 70-ciu latach używalności mebla należy mu się solidna i gruntowna renowacja.

    *w przypadku stylu Art Deco to właśnie starannie położony, wzorzysty fornir orzechowy nadaje meblom charakteru i odpowiada za oryginalność i stylowe piękno; kupując więc modele w tym stylu należy oprócz ładnej formy, zwracać szczególną uwagę na okleinę, która powinna być zachowana w dobrym stanie; wymiana całego forniru na głównych elementach mebla (np. na blatach czy drzwiczkach) obniży już jego wartość i przysporzy dodatkowych kosztów przy późniejszej renowacji; same efekty wizualne z pewnością też nie będą już te same, stary fornir ma bowiem w sobie niepowtarzalną oryginalność usłojenia i kolorystki.

    Etapy moich prac:

    1. Czyszczenie. Z uwagi na dość grubą (choć mocno już wysuszoną) warstwę lakieru na drewnie, postanowiłam użyć szlifierki mechanicznej. Płaszczyzny praktycznie w większości są gładkie a orzechowy fornir, noe poddawany wczesniej żadnym renowacją, zachował swą oryginalną grubość, nie powinno być więc problemów z wyczyszczeniem mebla tym właśnie sposobem. Szlifierka ma jednak niestety to do siebie, że zostawia na powierzchni drewna ślad po swojej pracy w postaci drobnych rysek, kółek/kręgów, widocznych zwłaszcza po zmoczeniu bejcą/politurą. Po jej użyciu (do czyszczenia użyłam krążków o ziarnie 180′, które i tak są dośc ostre) trzeba więc całe drewno wyszlifować raz jeszcze – tym razem wyłącznie ręcznie –  przy pomocy drobnych papierów (najpierw 240′ a na koniec 400′). Te zlikwidują ryski i dodatkowo wygładzą nam całą powierzchnię. Jeśli pominiemy ten krok, to z pewnością pod politurą (bejcą czy lakierem) wyjdą brzydkie, mechaniczne ślady. Szlifierka z jednej strony więc ułatwia czyszczenie starych powłok, z drugiej przysparza dodatkowych prac. Wybierając tą formę czyszczenia mebla, trzeba też mieć na uwadze ryzyko przetarcia okleiny, która z racji wieku mebla i jego użytkowania, może być w niektórych miejscach bardzo cienka. Szlifowanie, nawet chwilowe, maszyną na dużych obrotach może w takiej sytuacji poskutkować kłopotliwym nieodwracalnym przeszlifowaniem starego forniru i pojawieniu się w jego miejscu jasnej, brzydkiej plamy z widoczną warstwą kleju, podkładu czy deski konstrukcyjnej. Jeśli więc nie czujemy się na siłach, nie mamy doświadczenia z elektronarzędziami itd., to oczyśćmy powierzchnie ręcznie, przy pomocy cykliny lub skrobaka + papierów ściernych, które będą zdecydowanie bezpczniejsze dla forniru.

    IMG_4821Ostatnio zaktualizowane115 IMG_4856 31 lip 2013IMG_4858IMG_4904

    2. Retuszowanie & szpachlowanie. Tak jak wspomniałam wcześniej, mój egzemplarz okazał się zachowany w naprawdę dobrym i wdzięcznym do pracy stanie. Jedyne, widoczne w stole mankamenty to parę kilkumilimetrowych uszczypań forniru, które zresztą szybko uzupełniłam szpachlą akrylową oraz niewielkie przetarcia na kantach nóg. Te zazwyczaj uzupełnia się robiąc nowe wstawki okleiny, tu jednak byłby by one za bardzo widoczne, bo przetarcia są cieniutkie i nieduże. Widoczne sosnowe drewno z którego zrobione zostały nogi podbarwiłam więc bejcą w orzechowym kolorze.

    3 sie 2013

    3. Olejowanie. Po wygładzeniu całej powierzchni drewna i uzupełnieniu wszelkich ubytków przystąpiłam do olejowania stołu. Posmarowanie drewna warstwą oleju wazelinowego pozwala uzyskać większą głębię i intensywność naturalnego koloru drewna, zwłaszcza w przypadku forniru orzechowego, gdzie dodatkowo pozwala on podkreślić i uwydatnić bogactwo usłojenia. Tak przygotowany stół po wyschnięciu będzie gotowy do politurowania.
    IMG_4929-001Ostatnio zaktualizowane116IMG_4936